Posłowie do książki "Wczesne Dzieje Polan"
Wyszukiwarka
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Download
Linki
Kategorie Newsów
Kontakt
Galeria
Szukaj
lekcja piąta- uzupełniona
Lekcja siódma
lekcja ósma
recenzja
czwarta lekcja
dziesiąta lekcja uzupełniona
Historia w zbliżeniu

Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 1
Najnowszy Użytkownik: jacekbs

Wyklad_II
"Wczesne Dzieje Polan"
Jacek Brunon Siwiński
Wykład II
  1. Utrzymując, że twórcami pierwszego państwa było zasiedziałe od stuleci miejscowe plemię z Wielkopolski, trzeba mieć świadomość, że takie przypuszczenie napotyka pewne przeszkody natury językowej i historycznej. Twierdząc, że nazwa Polanie stała się pierwowzorem imienia Polski i Polaków należało wskazać choćby hipotetyczny ciąg przekształceń, który doprowadził do obecnej jej postaci. Nie sposób nie zauważyć, że jeśli formy pośrednie istniały, to przejście między nimi było nieregularne i tak karkołomne, że nikt dotąd nie zaryzykował rozwiązania tego zagadnienia.
           Ponadto podtrzymywanie takiej teorii wymaga wstępnego założenia, że nazwa Polan, w pierwszej historycznej postaci jaka pojawiła się na przestrzeni dziejów, została zanotowana w formie niemal identycznej z nazwą Alanów, a przez błąd lub nieuwagę, w postaci nieco oddalonej od imienia Polan. Ale mogło tak się zdarzyć i całkowicie takiego zbiegu okoliczności nie sposób wykluczyć. Jednak hipoteza, że twórcami państwa było nigdy wcześniej nie wymienione ugrupowanie napotyka znacznie poważniejsze przeszkody natury historycznej. Na wstępie musimy zaakceptować okoliczność, że było to plemię, którego nazwy do 1000 r. nikt wcześniej nie zauważył, a jeśli nawet usłyszał to najwyraźniej nie było warte pisemnego wspomnienia.
           Głosząc teorię miejscowego pochodzenia Polan musimy się zgodzić na wszystkie jej konsekwencje, a same wstępne założenia są dopiero otwarciem szeregu problemów,a nie ich zamknięciem. Bez wykazania jej przydatności będzie to teoria całkowicie jałowa pod względem poznawczym. Zamiast oświetlać i ułatwiać zrozumienie przeszłości przeniesie nas w sferę niedopowiedzeń i czystej fantazji. Będzie to model nietrafny,jeśli nie okaże się użyteczny w zastosowaniu do materiału źródłowego. W pierwszej kolejności należałoby zaprezentować Polan na tle innoplemiennej ludności obszaru Polski.
    Co je wyróżniało? Dlaczego właśnie to plemię a nie żadne inne? Jaka struktura społeczna ukształtowała się w następstwie wzajemnego kontaktu? Czy była to dominacja Polan i podporządkowanie im pozostałej ludności, czy też od początku wszyscy byli traktowani równoprawnie? W jakim stopniu pozostali mieszkańcy uczestniczyli w tworzeniu państwa? A może był to idealny wzór współczesnej demokracji, zwłaszcza, że są tacy, którzy twierdzą, że od początku wszyscy byli objęci wspólną nazwą już nie Polan, ale Polski i Polaków. Kiedy nastąpiło przejście od Polan do Polaków? Gdzie jest potwierdzenie tych przypuszczeń? Jakie są na to historyczne dowody? Gdzie zachowały się relikty tych zjawisk i procesów? Samo głoszenie teorii, że państwo utworzyło nikomu wcześniej nieznane plemię bez konfrontacji z materiałem źródłowym i bez wykazania jej zdolności do oświetlania zjawisk społecznych sprawia wrażenie, że intelektualny wysiłek historyków zakończył się na etapie postawienia samej hipotezy. Zabrakło natomiast siły i odwagi do próby potwierdzenia przydatności tego modelu.
           Trudno nie zauważyć, że wszystkie te problemy, z ukształtowaniem się stratyfikacji społecznej włącznie, nie występują przy założeniu, że pierwsza historyczna wzmianka o Bolesławie Chrobrym jako księciu wymienionego z nazwy ugrupowania( dux Palanorum ) odnosiła się jednak do Alanów a nie nikomu nieznanych i tylko hipotetycznie istniejących Polan.
           Głoszenie teorii, która pozbawiona jest waloru poznawczego, nie wyjaśnia i nie porządkuje materiału źródłowego. Nie przylegając do dawnych przekazów otworzyła drogę twórcom mitów i fantazji. Ulubioną imaginacją, obecną niemal w każdym podręczniku, jest „drużyna”, do której tyczą się te same zastrzeżenia. Według jakich zasad się kształtowała? Jakie były kryteria przynależności? Jakie obowiązki wiązały się z nią bądź przywileje? Jaka pozycja społeczna wynikała z przynależności do drużyny?
    Pojęcie takie w materiale źródłowym tyczącym się obszaru Polski nigdzie nie występuje. Zrozumiałe więc, że wszystko co zostanie napisane o „drużynie” może nie zawierać nawet słowa prawdy. Zjawisko było wprawdzie autentyczne, ale tyczyło się innego obszaru geograficznego i innych warunków etnicznych. Przenoszenie do historii Polski obcych wzorów bez zrozumienia ich treści, a więc różnic i odrębności, maskuje rezygnację z realiów na rzecz mitów i symboli pod przykryciem erudycji i naukowości.
           Tworzenie fikcji jest skutkiem i konsekwencją błędnych założeń wstępnych. Dowodem stosowania modelowej teorii, która tak dalece rozminęła się z dawnym przekazem, że nie pozwala na korzystanie z całokształtu materiału źródłowego a konieczne braki uzupełnia imaginacją bądź zapożyczeniem.
           Pojęcie drużyny dotyczyło przebywających w okolicach Dniepru Waregów( Rusów) i obejmowało wszystkich osobników płci męskiej tej izolowanej grupy Skandynawów. W tym sensie pojęcie drużyny można ewentualnie zastosować do współplemieńców Mieszka przed ich połączeniem z Lachami. Organizacja plemienna nie tolerowała elitarnej formacji w swym obrębie. Warunki plemienne zawsze i wszędzie to równość granicząca z absurdem. Są one istotą i treścią poczucia plemiennej przynależności. Równość była głównym spoiwem plemienia i najpilniej strzeżoną regułą.        Pozorną zaletą wyobrażenia Polan jako miejscowego plemienia z terenu Wielkopolski, które w nieznanych okolicznościach zajęło się działalnością państwowotwórczą, jest możliwość szerokiego stosowania imaginacji. Narodziny państwa można przedstawić dokładnie tak, jak to dziś sobie wyobrażamy, bez oglądania się na uprzykrzone fakty. Jednak wszystkim, którzy w najdawniejszych czasach lokowali swe złudzenia, kolejne stulecia obficiej oświetlone, gdy wszystko toczyło się w złym, bo innym niż oczekiwany kierunku, historia może być tylko źródłem rozczarowań i udręki. Mimo więc patriotyzmu i miłości, jaką odczuwamy do historii własnego kraju, zwłaszcza tej najdawniejszej, niezbędna jest do niej odrobina dystansu. Ale to nie jedyny kłopot z uczoną wersją historii.

  2. Pierwsza organizacja państwowa na ziemiach Polski była tożsama z organizacją plemienną do samego jej końca. Świadczył o tym całokształt materiału źródłowego, a zwłaszcza jego zawartość aksjologiczna. Wzbogacała się z czasem o kolejne elementy, niektóre użyteczne i funkcjonalne a inne tylko ozdobne, ale nie zmieniało to jej istoty. Sposób myślenia o państwie był określony jego genezą. Było to myślenie w kategoriach plemiennych do dnia jej ostatniego terytorialnego rozbioru. Nie było żadnej decyzji państwowej, która byłaby sprzeczna z interesem (sz)Lachty. Mimo, że skład etniczny plemienia z upływem czasu stawał się coraz mniej jednorodny, zwłaszcza po przyjęciu Żmudzi i Auksztoty, to o sposobie myślenia o państwie decydowała wysoka zawartość alackiego składnika ludnościowego. Jego dziedzictwem był przekazywany z pokolenia na pokolenie system wartości oraz pamięć o innym, bo (sz)Lachetnym urodzeniu. Wierność tej tradycji była tak silna, że do samego końca nie pozwoliła objąć całej innoplemiennej ludności obszaru Polski poczuciem etnicznej wspólnoty, co dokonało się w XIX stuleciu między innymi w oparciu o fałszywe poznawczo, ale korzystne społecznie teorie historyków przy silnym wsparciu fikcji kreowanej w literaturze pięknej.

  3. W drugiej połowie XX wieku poza granicami kraju powstały opracowania, które mimo oporów rodzimych historyków, trzeba będzie uwzględnić w całościowej ocenie przeszłości. W pierwszej kolejności dotyczy to „Sarmatów” angielskiego archeologa Tadeusza Sulimirskiego. Przetłumaczenie tego opracowania w 1979 r. na język polski rozpoczęło przywracanie wiedzy o sarmacko – alańskim składniku ludnościowym Europy środkowo –wschodniej i wpływie tej ludności na kształtowanie się średniowiecznej kultury całego kontynentu.
           Dodajmy, że jeszcze w XIII – wiecznym opisie Bacona, jedynym, który zawierał całą geograficzną wiedzę średniowiecza, południowo-wschodnia część Europy od Kaukazu aż po skraj Polski i Węgier, była ziemią Alanów. Bacon kilkakrotnie podkreślał, że sąsiadowali z Polską do najazdu Mongołów w 1241 r. Póżniej obszar na południowo-wschód od Polski podlegał zwierzchnictwu Mongołów (Tatarów). Obecnie próżno szukać śladów tej wiedzy w atlasach historycznych, a jeśli już ktoś wspomni o Alanach to odsuwa ich matecznik jak najdalej od granic Polski.
           Ważną pozycją jest dzieło amerykańskiego językoznawcy Zbigniewa Gołąba „ O pochodzeniu Słowian w świetle faktów językowych”. Przetłumaczone i wydane w Polsce w 2004 r. już po śmierci autora ujawniło doniosłe okoliczności towarzyszące powstawaniu słowiańskiego języka. Iranizmy w tej mowie to nie tylko rzeczowniki. Rodowód irański ma także pewna liczba czasowników. Wprawdzie Zbigniew Gołąb nie postawił wprost tezy, że język słowiański jest mową kreolską i pomocniczą, ale nie mogło być inaczej. Zapotrzebowanie na wszystkie składniki mowy, a nie tylko na uzupełniający zestaw rzeczowników, pojawia się tylko w najwcześniejszej fazie powstawania i nigdy później. Czasowniki o irańskim rodowodzie nie były więc zapożyczeniami w zwykłym rozumieniu tego zjawiska. Mogą być tylko reliktami etnicznej mowy Sarmatów i Alanów jako współtwórców słowiańskiego języka. Ponadto w przeciwieństwie do pozostałych języków europejskich, a więc romańskich, germańskich, mowy Bałtów czy Greków, nie zawiera dyftongów. Nie ma w nim zbitek samogłosek w rodzaju eu, au, ou, ai, itp., co językoznawcy traktują jako oznakę świeżości i późnych narodzin.

  4. Rodowód etniczny narodów Europy wschodniej jest odmienny od tego, co sobie na ogół przedstawiciele poszczególnych nacji w tej kwestii wyobrażają. Rosjanie w swej zasadniczej masie są potomkami Finów Wołżańskich i Bałtów Wschodnich, w niewielkim stopniu Sarmatów i Alanów, a w najmniejszym germańskich Rusów (Waregów), z którymi się emocjonalnie utożsamiają i których historię traktują jako jedynie własną. Tyle tylko możemy w sposób odpowiedzialny i rzetelny stwierdzić. Poza wymienioną ludnością nie istniały nigdy ugrupowania o etnicznie słowiańskim rodowodzie.Jeszcze dziś Rosjanom z trudem przyjdzie zrozumieć, że Słowiańszczyzna to tylko skutek oddziaływania wspólnego języka i kontaktów stacjonarnej ludności z koczowniczą. Alańska ludność (Lachy) stopniowo zamieniała hodowlę zwierząt na eksploatację ludności rolniczej przemieszczając się coraz dalej na północ na tereny zamieszkałe głównie przez Bałtów, ale nie tylko. Był to niezwykle mobilny składnik ludnościowy, który operował na ogromnych przestrzeniach. Jego skład osobowy w poszczególnych rejonach, przynajmniej na początku, ulegał ciągłej wymianie. Pomijając już naturalną ruchliwość tego ludu, każda fala najeźdźców ze Wschodu, od Hunów poczynając na Mongołach(Tatarach) kończąc, wtłaczała kolejne gromady Alanów w centralne i zachodnie rejony kontynentu oraz północne obszary dzisiejszej Rosji. Początkowo niedostępny był wschodni obszar między Oką a Wołgą, gdzie wśród miejscowych Finów krążył lud koczowniczych Uhrów (Węgrów). Nad Wołgą ich kontakt ze stałą ludnością wykuł niezwykle trudny język ugro-fiński. Po przemieszczeniu się Uhrów w 882 roku w środkowe rejony Europy w krótkim czasie musieli się go nauczyć nie tylko stali mieszkańcy dzisiejszych Węgier, ale także część mieszkańców Rumunii (Siedmiogrodu), Chorwacji (Wojewodiny) i południowej Słowacji.
           Chybione teorie o mitycznych Słowianach miały korzystny wpływ na przyspieszenie procesów narodowotwórczych. W Rosji z teorii tych, tak jak w Polsce, nikt niczego nie rozumiał, bo logicznie niczego nie można było wytłumaczyć, oprócz tego, że obecnie, a nawet w najodleglejszej przeszłości, wszyscy byli Słowianami. W XIX wiecznej Rosji była to wiedza wystarczająca i jedynie przydatna. Posłużyła jako teoretyczna podstawa politycznych koncepcji pansłowiańskich rozumianych jako rewindykacja obszaru wspólnego dziedzictwa etnicznego.
           Ruś (Waregowie) w proporcji do ogromu stacjonarnej ludności była odrobiną pyłu, wokół której skondensowała się kropla rozproszonych na dużym obszarze Lachów (Alanów, małych bojarów). Mimo, że jedni przenikali z południa, drudzy (Waregowie) z północy, to ich obecność zjednoczyła się na całym obszarze dzisiejszej Rosji w symbiotycznej, choć początkowo nie całkiem równoprawnej współpracy, której wspólnym celem było gospodarcze wykorzystywanie miejscowej ludności. Musieli jednak odczuwać do niej pogardę, skoro w najwcześniejszych tekstach obdarzali ją obelżywym bądź lekceważącym mianem rabów(niewolników), smerdów (smrodów,według Brucknera) i łapciarzy.



    06 grudzień 2010 r.

Komentarze
Brak komentarzy.

Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.

Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.

Copyright © 2006
Powered by PHP-Fusion © 2003-2006Aero 2 by: Itanium38370 Unikalnych wizyt

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie