Posłowie do książki "Wczesne Dzieje Polan"
Wyszukiwarka
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Download
Linki
Kategorie Newsów
Kontakt
Galeria
Szukaj
lekcja piąta- uzupełniona
Lekcja siódma
lekcja ósma
recenzja
czwarta lekcja
dziesiąta lekcja uzupełniona
Historia w zbliżeniu
Nota krytyczna

Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 1
Najnowszy Użytkownik: jacekbs

czwarta lekcja

Jacek Brunon Siwiński
czwarta lekcja

      Z początkiem średniowiecza Europę zagarnęły łatwo przemieszczające się, łupieżcze ugrupowania, które napłynęły z południowo – wschodniej strony kontynentu. Były niejednorodne, zróżnicowane etnicznie, ale złączone wspólną pogardą dla ludności trudniącej się rolnictwem i wszelką inną produktywną działalnością, a przy tym nie przejawiały żadnego poszanowania dla jej własności. Od tego czasu, w warunkach ogólnego chaosu, wyznacznikiem pozycji społecznej na kolejne stulecia, stał się etniczny rodowód, jako jedyne, oczywiste dla wszystkich kryterium, bez którego, już w trakcie jednego pokolenia, nikt by nie wiedział, kto ma pracować, a kto walczyć i rabować. Ludność do tego stopnia ujednoliciła swoją mowę, że na przeważającej części kontynentu posługiwała się wspólnym, uniwersalnym językiem. Na zachodzie Europy był to obszar wywodzącej się z łaciny, mało zróżnicowanej, romańskiej mowy, a gdzie nie sięgały granice dawnego rzymskiego państwa, a także tam, gdzie jego oddziaływanie było powierzchowne i nietrwałe – słowiańskiej.
      Po kilku stuleciach istnienie stref jednolitej mowy zachęciło Germanów z Północy, bardziej prymitywnych i nieokrzesanych od już zadomowionych i ucywilizowanych łupieżców, do objęcia całości swoim zwierzchnictwem. Tym razem kolejni przybysze nie walczyli już o wyłączność na wykorzystywanie miejscowej ludności, ale zadowolili się tym, co mogli otrzymać od lokalnych grabieżców. Rozszerzenie horyzontu jednolitego zwierzchnictwa w strefie romańskiej dokonało się pod wpływem Franków, a na obszarze mowy słowiańskiej - odłamu Waregów nazywanych Rusią. Obydwa te germańskie ugrupowania, gdy znalazły się w strefach wspólnej mowy, nie przejawiały już najmniejszego choćby sentymentu do ojczystego języka. Najwyraźniej nie był on istotnym składnikiem ich tożsamości ani też liczącym się świadectwem zyskanej przewagi.
      Narodziny organizacji państwowej we wczesnym średniowieczu, a zwłaszcza jej podstawa ideowa, jest trudna do pojęcia i niemożliwa do zaakceptowania przez współczesne społeczeństwa. Państwo jest obecnie wyrazem narodowej dojrzałości, ukoronowaniem starań o samorządność i samostanowienie. To zresztą jednoznacznie wskazuje na trudne do przezwyciężenia źródło kłopotów w zrozumieniu przeszłości. Tkwi ono w aksjologii, a nie w faktografii. Jeśli więc mimo wszystko poszukujemy w przeszłości splendoru i chwały dla współczesnych narodów, to albo nie przyjmujemy do wiadomości, że każda kolejna wczesnośredniowieczna organizacja państwowa była skutkiem najniższych instynktów i żądzy łupów albo też inaczej – chwalimy przemoc, grabież, pasożytnictwo i, świadomie lub nie, zmierzamy do powtórzenia tych praktyk w teraźniejszości. Trzymając się więc faktów i nie zmieniając ich wymowy musimy zachować zdolność do ich przewartościowania, do oceny zgodnej ze współczesną nam moralnością, by nie powtarzać dawnych nieszczęść i niedoli.
      Pierwsze państwo kijowskie, które w krótkim czasie objęło niemal cały obszar Słowiańszczyzny, czasowo i terytorialnie było związane z kształtowaniem się szlaku od Waregów do Greków. Symboliczną inicjacją stało się lądowanie w 862 roku nieznanych na kontynencie Rusów pod przywództwem Ruryka. Dla Skandynawów, ludzi morza, droga wiodła Newą do jeziora Ładoga, w górę rzeki Wołchow i Łowaci, przewłoką lądem do Dniepru i w dół tej rzeki do jej ujścia w Morze Czarne. Początkowo istnienie szlaku miało znaczenie handlowe, ale wkrótce opanowanie najbliższych okolic stało się okazją do nakładania danin na pobliską ludność.
      Ruś nie była pierwszym ugrupowaniem, które podjęło eksploatację mieszkańców Europy Wschodniej. Zniewolenie dużej części Finów i całości Bałtów Wschodnich na obszarze dzisiejszej Rosji i Białorusi nastąpiło na długo przed pojawieniem się Waregów, bo już w początkach drugiej połowy pierwszego tysiąclecia. Zanikanie etnicznych języków tubylczej ludności, z równoczesnym zastępowaniem ich uniwersalną, jednolitą mową, było świadectwem nieodwracalnych zmian i utraty przedsłowiańskiej tożsamości. Mniej czytelne były relikty uprzedniej kultury materialnej na terenie Ukrainy. Duża ekspozycja mieszkańców południowo – wschodniego skraju kontynentu, na napaści przemieszczających się stepem koczowników, nie sprzyjała formowaniu się trwałych, jednolitych i wyrazistych kultur . Niemniej wszędzie, gdzie w końcu IX stulecia pojawili się potomkowie Ruryka, miejscowa ludność była już zeslawizowana, homogeniczna i całkowicie podporządkowana Krywiczom, Drewlanom, Polanom Kijowskim, Radymiczom, Siewierzanom, Wiatyczom, Chorwatom, Dulebom i Tywercom, spośród których przynajmniej część, według wiedzy germańskich przybyszów, miała lacki rodowód. Dla Greków, którzy mieli emporia na Krymie i północnym brzegu Morza Czarnego, ugrupowania te były tak do siebie podobne, że wszystkie objęli wspólnym mianem Wielkiej Scytii. Nazwę „Wielkiej Scytii” Grecy odnosili nie do terytorium, ale do wymienionych, przejściowych frakcji, które z kolei po upadku kijowskiego państwa zostały objęte wspólną nazwą Lachów w tym samym czasie, gdy do turkskiej z pochodzenia ludności – Chazarów (Kozarów) Pieczyngów, Kumanów – przylgnęło jedno tylko imię Kozaków.
      W rozumieniu przybyszów z zewnątrz – a kronikarskie zapisy były odbiciem wiedzy i zrozumienia skandynawskiej, germańskiej Rusi – miejscowa ludność miała już tożsamość stosowną do imienia tej frakcji „Wielkiej Scytii”, która sprawowała nad nią władzę. W oczach przybyszów była jej integralną częścią, którą Drewlanie traktowali jak swoją owczarnię. Porządek jej wykorzystywania był tak ugruntowany, że traktowany jak naturalny i przyrodzony. Nawet obserwacje Rusi tyczące się obyczajów Polan Kijowskich, Drewlan, Radymiczów, Wiatyczów, Siewierzan czy Krywiczów, mogły tyczyć się plemion „Wielkiej Scytii”, ale mogły też odnosić się tylko do podporządkowanej jej ludności.
      Różnorodność etniczną w dorzeczu Dniepru i Dniestru uzupełniała obecność całkowicie odrębnych i niezależnych Pieczyngów i Połowców, którzy w nieustających łupieżczych wędrówkach na wskroś przenikali całe to terytorium, sięgając aż po Jurijew, czyli dzisiejsze Tartu we współczesnej Estonii.
      Wschodnioeuropejska Lachta, mimo nakładanych przez Ruś ciężarów i danin, przychylnie odnosiła się do przybyszów z Północy. Z nieznanych przyczyn żadne miejscowe plemię nie wyłoniło przywódców z własnego kręgu, analogicznie zresztą do Lachów z dorzecza Wisły. Być może nie godziło to się z pilnie przestrzeganą wewnątrz plemienną równością, ale mogły o tym decydować inne, bardziej praktyczne względy. W żadnym z plemion „Wielkiej Scytii” nie było przywódcy, który byłby znany Rusi choćby z imienia. Tkwiła w tym zasadnicza różnica nie tylko w porównaniu z Waregami czy Pieczyngami, ale przede wszystkim z Połowcami, wśród których kronikarz wyróżnił kilkunastu przywódców. Jedyną postacią, którą wymienia kronika Nestora był Mał wśród Drewlan. Jednak była to raczej alegoria mizernej postury typowego „Scyty” niż rzeczywiste imię ich przywódcy.
      Miejscowe plemiona bez oporu akceptowały ekskluzywną pozycję Rusi i wyjątkową, monarszą funkcję ich przywódców. Źródłem konfliktów nie było narzucane im zwierzchnictwo ani też nakładanie danin, w umiarkowanej zresztą wysokości, co nieostrożne ich podwyższanie w bardzo krótkim czasie. Na tym tle wojna Rusi z Drewlanami doprowadziła, z jednej strony do podstępnego wymordowania znacznej części Drewlan, a z drugiej do śmierci Igora, kolejnego po Ruryku, przywódcy Rusi.
      Daniny dla przybyszów były zastrzegane od pługa, radła bądź dymu, z tym że Rusowie nie zajmowali się ich ściąganiem od rolniczej ludności. Wieśniacy pozostali pod zwierzchnictwem Polan, Drewlan czy Radymiczów pełniących głównie funkcje ciwunów i w całej reszcie jedynym ograniczeniem ich grabieży było doświadczenie i wyczucie ich gospodarczej wydolności. Zwalniało to ekskluzywny krąg Rusi od uciążliwych i czasochłonnych czynności komorniczych pozwalając na koncentrację w drużynie, zdolność do ekspansji i gotowość do obrony niezmiernie rozległego terytorium.
      Poza północną i wschodnią granicą Słowiańszczyzny wciąż znajdował się obszar wolnej i niezslawizowanej ludności, głównie fińskiej, w której eksploatację Ruś angażowała się już bezpośrednio. Nie nakładała natomiast danin wprost na Lachów. Kronikarz Rusi odnotował, że wcześniej próbowali tego Chazarzy, ale od Polan otrzymali obosieczne miecze, co zarówno Chazarzy jak i Rusowie poczytali jako przestrogę i złowróżbne ostrzeżenie.
      Rozległy obszar jednolitej słowiańskiej mowy ułatwił skandynawskim przybyszom penetrację wschodniej części kontynentu. W kontaktach z miejscową ludnością germańska Ruś nie tylko przyswoiła sobie mowę „Wielkiej Scytii”, ale już w trzecim pokoleniu posługiwała się jej imionami jak swoimi własnymi. Początkowo obszar zainteresowania Skandynawów ograniczał się do okolic Nowogrodu na Północy, w drugim pokoleniu był to Kijów, a w trzecim Wsiewołod, wnuk Ruryka, umieścił stolicę w Perejesławcu nad dalekim Dunajem. Być może powiększyłoby to znacznie obszar terytorialnych zainteresowań Rusi, gdyby nie przedwczesna śmierć Wsiewołoda w starciu z Pieczyngami, po której kontyngent Rusów powrócił na Wschód, do Kijowa.
      Nie tylko w zaraniu ekspansji, ale także w X i XI stuleciu, prócz przyjaznego wsparcia Słowian, Ruś wciąż korzystała z pomocy mieszkańców Skandynawii. Rurykowicze alarmowali rodaków w nierozwiązywalnych konfliktach w swym przywódczym kręgu, ale dwukrotnie, w latach 1018 i 1069 wzywali ich pomocy także wobec zajęcia Kijowa przez nadwiślańską Lachtę. W tych przypadkach mógł to być skutek obaw o lojalność jej naddnieprzańskich pobratymców. Ostatecznie jednak, nawet w tych konfliktach, pozostali oni wierni potomkom Ruryka, co nie bez satysfakcji, w obu przypadkach, skrupulatnie odnotował ich kronikarz.
      Państwo z lat 862-1240 było militarnym i politycznym sukcesem skandynawskich wojowników. Tak znaczącym, że ich imię jako „Rusi” przekształciło się w obszerne pojęcia geograficzne i nadmiernie pojemne nazwy etniczne. Jednak losy ich państwa w skali średniowiecza były efemerydą. Był to świat rzeczy, pojęć i spraw, który był nie do odtworzenia po katastrofie mongolskiego najazdu. Po klęsce w 1238 roku nad rzeką Sitą i zniszczeniu, kolejno najważniejszych grodów Rusi, w tym Kijowa w grudniu 1240 roku, Lachta z okolic dzisiejszej Ukrainy i Białorusi nie traktowała już dziejów Rusi jako składnika swej pamięci i tożsamości. Na dodatek przywódczą funkcję powierzyła ludziom z zupełnie innego etnicznego kręgu – potomkom legendarnego Giedymina. Jej doświadczenia z litewskimi przywódcami były tak zachęcające, że w XIV stuleciu zwróciły uwagę Lachów z dorzecza Wisły. Ostatecznie nadwiślańska Lachta, mimo wyznaniowych różnic, przystąpiła do wspólnego związku. W 1386 r. jednomyślnie wybrała na swojego przywódcę tego samego, litewskiego monarchę.
      Idea państwa Rusi całkowicie nie zniknęła. Przetrwała dzięki kronice „Powieści Dorocznej” spisanej w latach 1113-1116. Za swoje dziedzictwo uznała ją ta część Lachty, która wraz z Rurykowiczami znalazła się pod tatarskim jarzmem, gdzie przez półtora stulecia trudniła się pozyskiwaniem danin od miejscowej ludności dla władców Złotej Ordy z nadwołżańskiego Saraju.
      To co w Kronice było atrakcją, to nie tylko szczegółowy opis grabieżczych wypraw Rusi i opanowania przeważającej części Słowiańszczyzny, ale także niezwykle bogaty zasób ideowy, który wspierał ich w tej praktyce. Zasób, z którego mogli skorzystać twórcy kolejnego państwa. W XV stuleciu w północno – wschodniej części kontynentu wyłoniła się organizacja państwowa, która już samą nazwą nawiązywała do germańskiego pierwowzoru. Jej twórcom nie przeszkadzał brak czasowego i terytorialnego związku z kijowskim państwem. Wystarczyło, że wciąż żyli ludzie, których traktowali jako potomków Ruryka. W Kronice znaleźli wszystko, co było im potrzebne – pochwałę jedności i silnej władzy centralnej, mimo że jej tekst powstawał w warunkach dzielnicowych podziałów. Przede wszystkim jednak przemówiła do nich apologia przemocy, grabieży i podstępu. Niewątpliwą atrakcją był też imperatyw zawłaszczania i podporządkowywania obcej ludności i podległych jej terytoriów. Już samo poszukiwanie tożsamości w dokonaniach kijowskiego państwa zachęcało do powtórzenia podbojów i grabieży. Rzecz jasna, nie z pomocą Skandynawów, z którymi w XV stuleciu nie było już żadnego związku, ale Słowian czyli – według wiedzy dawnych Waregów – nie wiadomo kogo. Wydawało się więc, że zawarte w „Powieści Dorocznej” idee i wzory można będzie stosować w każdym czasie i do dowolnej ludności - także tej, która posługiwała się słowiańską mową.

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.

Copyright © 2006
Powered by PHP-Fusion © 2003-2006Aero 2 by: Itanium57445 Unikalnych wizyt

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl